Gruzja – dzień drugi

Dzień drugi rozpoczęliśmy od poszukiwań śniadania. W tym celu udaliśmy się w kierunku centrum Czaturii. Dochodząc do niebieskiej kolejki natknęliśmy się na piekarnie w której Pani dopiero co wypiekła czaczapuri z serem i przygotowywała następne wypieki z fasolą. Nie zastanawialiśmy się długo, błyskawicznie nabyliśmy placek i spałaszowaliśmy go na najbliżsym murku obserwując jazdę kolejki.

Postanowiliśmy najpierw odszukać centralną stację kolejki. Błądząc uliczkami miasteczka, które niegdyś było górniczą potęgą natknęliśmy się na coś w rodzaju baru mlecznego. Weszliśmy do środka i obejrzeliśmy menu – obejrzeliśmy jest tu jak najbardziej właściwym słowem, gdyż menu było tylko po gruzińsku. Ale przy współpracy Polko-Gruzińskiej udało nam się zamówić kawę, herbatę i parówki z musztardą. Aby uwieńczyć sukces zostaliśmy zaprowadzeni do sali, sądzac po wystroju, dla Vipów. Wkrótce przyszło nasze jedzenie. Kawa była mocna, nawet bardzo mocna, łyżeczka w niej stała. Oczywiście była już posłodzona, ale na wszelki wypadek Panie przyniosły jeszcze cukiernicę. Do dwóch parówek dostałem pół bohenka chleba oraz miskę musztardy. Niewiele myślac nałożyłem porządną porcję musztardy na parówkę i skosztowałem… Popłakałem się, nie ze wzruszenia, że parówka taka dobra, ale dlatego, że Panie podały mi ostrą mustardę chrzanową, która była naprawdę mocna. To poskutkowało zamówieniem kolejnych napoi.
Po opuszczeniu lokalu natknęliśmy się na cukiernie. piękne torty kosztowały tu 20-25 lari więc, jeśli ktoś chce tanio wyprawić urodziny to polecam mu czaturię.

W samej miejscowości można spotkać wiele budynków przyponających o socjalistycznym ustroju, ale zdarzają się też smaczki takie jak fryzjer żywcem wyjęty z lat 30. Za rok muszę pojechać się tam obstrzyc 🙂

Niestety okazało się, że centralna stacja kolejki nie istnieje. Mozna przejechać się obecnie dwoma, niebieską i zardzewiałą. Szkoda, bo była to niewątpliwie jedna z większych atrakcji Chaturii. Dla dobrze mówiących po rosyjsku, możliwa jest jescze przejażdżka żółtą kolejką, która jest podobna do niebieskiej. Co ciekawe przejazdy kolejkami są darmowe, więc można jeździć do woli.

Tak więc koniec końców zwiedzanie Chaturii poszło nam szybko. Obraliśmy więc kierunek na jaskinię prometeusza, zawadzając po drodze o Monastyr Katskhis Sveti, w którym to na sczzycie skały żyje samotny mnich. Niestety nie można go odwiedzić, więc sam monastyr najlepiej obejrzeć z odległości.

Droga z Chiatury do jaskini prometeusza w pobliżu Kutaisi należy do jednych z bardziej maowniczych w Gruzji. Przez większość czasu jedziemy górami mając na horyzoncie ośnieżone sczyty Kaukazu.

Po dojeździe na miejsce przy wejściu wita nas drogowskaz informujący nas na temat odległości do różnych miejsc na ziemi i… do Marsa, zapewne wymyślili go chłopaki po czaczy. Ponieważ czekał nas dłuższy spacer we wnętrzu jaskini przygotowaliśmy sobie ciepłe kurtki, śmiejąc się z niektórych turystów zążających na zwiedzanie w krótkim rękawku. Niestety koniec końców wyszło, że to oni byli lepiej przygotowani do zwiedzania. W jaskini panuje temperatura około 15 stopni przy bardzo dużej wilgotności powietrza. To powoduje, że człowiek czuje się jakby poruszał się w saunie. Tak więc kurtki szybko powędrowały do plecaków. Muszę przyznać, że Prometeusz, który według wierzeń zamieszkiwał tę jaskinię, wybrał sobie całkiem przytulne i przestronne miejsce. Jaskinia naprawdę robi wrażenie. Do tego Gruzini naprawdę przyłożyli się do jej oświetlenia co jeszcze potęguje odczucia wizualne. Polecam dopłacić parę lari do biletu z opcją płynięcia podziemną rzeką.

Z jaskini udaliśmy się w kierunku gejzerów, które znajdują się w pobliżu. Niestety swego czasu ich ujścia zostały zakryte, aby woda nie tryskała w powietrze. Woda wydobywająca się bezpośrednio z nich parzy, ale po chwili spływa do rzeki, gdzie można zażyć przyjemnej ciepłej kąpieli.

Na koniec dnia postanowiliśmy rzutem na taśmę podjechać jeszcze i zobaczyć kanion Okatse. Niestety był zamknięty, ale teoretycznie można do niego wejść przez wyjście, o czym dowiedzieliśmy się dzień później. Ponieważ jednak jeszcze było jasno postanowiliśmy rzutem na taśmę odwiedzić jeszcze wodospady Kinchkha położone powyżej kanionu. kiedy dotarliśmy na miejsce zostało nam jeszcze około 40 minut słońca, tak więc szybkim krokiem ruszyliśmy ku wodospadowi. Jest on z daleka widoczny a ścieżka jest dobrze wydeptana. W pewnym momencie dochodzi się do rzeki, która płynie w dole małego 2-3 meterowego kanionu. Widok i huk wody robią wrażenie. Przydają się tu jednak dobre górskie buty. Po około 10 minutach znaleźliśmy się pod wodospadem. Po krótkiej sesji zdjęciowej wrócilismy do auta i udaliśmy się do Martvili na nocleg.

Gruzja – Dzień Pierwszy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *