Gruzja – dzień czwarty

To była ciężka pobudka, godzina 4 rano a my wstajemy. Przed nami droga do Ushguli, jednak zanim tam dotrzemy musimy cofnąć się trochę autem i zatankować. Na szczęście świeci słońce, ale jest zimno, bardzo zimno, na tyle, że szyby w aucie są zamarznięte. Oczywiście nie przewidzieliśmy tego i nie wzięliśmy skrobaczki z Polski.
Wracam się do pokoju w poszukiwaniu czegoś, czego użyję jako skrobaczki. Niestety poszukiwania kończą się fiaskiem. Podejmuję więc decyzję o użyciu najrzadziej używanej karty kredytowej jako skrobaczki. Sprawdza się świetnie 🙂
Pomimo, ze starałem się być cicho 80-90 letnie właścicielka wstaje i robi nam kawę i herbatę. o 4:30 ruszamy w trasę. Zajeżdżamy jeszcze do centrum Mestii po pamiątkowe zdjęcia, tankujemy i ruszamy w trasę do Ushguli.

Trasa jest bardzo malownicza. Szybko okazuje się, że wieże są nie tylko w Mestii ale w każdym kolejnym miasteczku. Do tego unosząca się lekko nad drogą mgiełka tylko potęguje niesamowite widoki wysokiego kaukazu.

Zatrzymujemy się przy wieży położonej nad rzeczką i pomimo oblodzonych schodów wchodzimy do środka. W zasadzie niczym nie różni się od widzianych wcześniej. Tak więc mała rada, jeśli macie do wyboru zwiedzanie wieży za pieniądze, poszukajcie jakiejś, do której wejdziecie za darmo. Wieże nie różnią niczym się od siebie, każda jest zbudowana w identyczny sposób. Co ciekawe rano wejście było bezpłatne. Kiedy wracaliśmy z Ushguli uprzejmy Gruzin kasował za wejście do wieży 1 lari.

Droga do Ushguli jest jedną z niewielu dróg na których musieliśmy włączyć napęd 4×4, ponieważ koła naszego Jimiego się ślizgały. Droga miejscami prowadzi nad piękną przepaścią. Zasadniczo jest wąska i mijanie jest możliwe tylko w specjalnie wyznaczonych miejscach. Do tego trzeba pokonać parę brodów.

Po drodze mijamy parę zrujnowanych wiosek z osobliwą toaletą, która jest wysunięta na palach nad rzekę. Taki gruziński sposób na spuszczenia wody 😉

W końcu około 7 rano dojeżdżamy do Ushguli. Tak naprawdę Ushguli składa się z paru wiosek. Wchodzimy do jednej z nich i oglądamy wieże. Do niektórych można wejść za darmo. Nie wiemy tylko, czy to kwestia wczesnej godziny czy święta.

Udaje nam się zamówić kawę z widokiem na góry w hostelu na brzegu wioski. I tu muszę po raz kolejny przestrzec przed Gruzinami. Oprócz kawy wylądowały przed nami czaczapuri ser, który odstraszał zapachem i mięso, które leżakowało zapewne dłużej od gruzińskiego wina. Pomimo tego, że wypijamy tylko kawę i herbatę musimy zapłacić za wszystko. W dodatku, co typowe dla Gruzinów nie mają wydać reszty. To było nasze najdroższe śniadanie. Tak więc podsumowując polecam zabrać coś do jedzenia ze sobą z Mestii – wyjdzie dużo taniej. Ta sytuacja po raz kolejny utwierdziła nas w przekonaniu, że Gruzini chcą za wszelką cenę nas oszukać i naciągnąć.

Jeszcze pamiątkowe zdjęcia i ruszamy w trasę powrotną. Ponieważ dzień wcześniej podjęliśmy decyzję, że nie nocujemy dwa razy w tym samym miejscu kierujemy się do magnetycznych plaż Ureki nad morzem czarnym. Droga prowadząca z Mestii okazuje się być dłuższa niż zakładaliśmy, ze względu na przepiękne widoki. Bez wątpienia jest to jedna z najbardziej widowiskowych tras w Gruzji. Widoki zmieniają się cały czas a ich uwieńczeniem będzie przepiękny widok na tamę

Jadąc z Mestii, czy do Mestii uważajcie na tunele. W jednym z nich nie ma asfaltu, więc wpadając do niego z dużą prędkością w najlepszym wypadku porządnie was wytrzęsie.

Dla miłośników mocnych wrażeń proponuję przejście przez mostek nad rzeczką. Tylko co 4 deska pod mostem jest wymieniona na nową 🙂

Po drodze mijamy monumenty komunistyczne. Wchodzimy do jednego z nich. Hmmm Gruzini mają dość luźne podejście do spraw elektrycznych.

Wieczorem docieramy do Ureki. Akurat na zachód słońca 🙂 Po zachodzie rozpoczęliśmy poszukiwania Hotelu. W pierwszym wyglądającym luksusowo pokoje były ładne, z widokiem na morze, ale śmierdziało kanalizacją. Kawałek dalej, znaleźliśmy odremontowany hotel prowadzony przez Gruzina mówiącego po niemiecku. Hotel był czysty, a jedzenie przygotowywane przez jego żonę, przepyszne.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *