Bułgaria – Unesco – dzień drugi

Drugi dzień zacząłem od wynajęcia auta w lokalnej wypożyczalni Veger.
Korzystałem z niej już trzykrotnie i mogę ją śmiało polecić. Jest to jedna z najtańszych wypożyczalni mająca jednocześnie dość rozsądne ceny za pełne ubezpieczenie, które w Bułgarii może się przydać.
Pierwszym zaskoczeniem okazał się stan dróg. Drogi były w bardzo dobrym stanie, rzekłbym nawet lepszym niż w Polsce. Jadąc często widzimy znaki informujące o sfinansowaniu remontu danego odcinka przez unię.
Zaczęliśmy się kierowaćć ku górom Riła.

Przed nami rozpościerały się przepiękne widoki, a naszym celem był Borowiec. Zimą znany kurort narciarski, latem mekka amatorów pieszych wycieczek. Niestety ponieważ przeciagnęło nam się wynajmowanie auta (nie z winy wypozyczalni) do Borowaca dotarliśmy dość późno… za późno aby zdobyć Musałę, będącą najwyższym szczytem gór Riła. Nie powstrzymało nas to jednak do skorzystania z dość leciwego wyciągu na Yastrebec, który okazał się być baaardzo długi. Jest to chyba najdłuższy wyciąg, którym kiedykolwiek jechałem.

Po kilkunastu minutach wysiada się na szczycie Yastrebec, skąd można udać się szlakiem spacerowym do schroniska pod lodowymi jeziorami. Widoki są niesamowite.

Schronisko jest skromne i przypomina nasze schroniska z lat 80-90. Jedna uwaga, idąc do toalety musicie mieć trochę siły w rękach. Drzwi do toalety trzeba podnieść i zastawić nimi wejście. Jeśli nie macie siły, brak drzwi zostanie wynagrodzony wam wspaniałym widokiem na Musałę.
Polecam w schronisku zatrzymać się na ręcznie robione kufty oraz coś ciepłego do picia.

Ze schroniska udalismy się w prawo. Przed nami było ciężkie podejście ku jeziorom lodowcowym. Przydają się tu dobre buty, choć i tak część podejścia pokonuje się włąscie na kolanach w obawie przed ssunięciem razem z kamieniami w dół.

Po wdrapaniu ię na górę, już tylko kilkaset metrów dzieliło nas od jezior.

Tu po zrobieniu paru zdjęć, podjęliśmy decyzję o wycofaniu się. Było to racjonalne biorąc pod uwagę późną godzinę, jak i niezbyt pewną pogodę.
Wróciliśmy więc do Borowca i ruszyliśmy ku monastyrowi Rylskiemu. Dotarliśmy do niego późno. Właściwie tuż przed zamknięciem. Tak więc, nie dość, że nie płaciliśmy za parking to jeszcze mogliśmy spokojnie porobić zdjęcia bez ludzi. Jedyne co łapalismy w obiektyw poza monastyrem to koty.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *