Bułgaria – Unesco – dzień trzeci

Rano udaliśmy się zwiedzić monastyr Rylski.
Muszę tu od razu przestrzec, że można zwiedzać odpłatnie trzy elementy monastyru:

  • muzeum, które polecam obejrzeć, znajdują się w nim bardzo ciekawe zabytki, w tym misternie rzeźbiony krzyż, który podejrzewam, był rzeźbiony szpilką bądź igłą.
  • muzeum ikon – dla miłośników. Dla przeciętnego turysty polecam wejść i rozejrzeć się przy kasie. Ikony są stare i zapewne wartościowe, ale szczerze mówiąc nie potrafiłem wyłapać szcególnych różnic pomiędzy nimi
  • wieża – zdecydowanie nie polecam. W przeciwieństwie do większości znanych mi wież, w tej nie wychodzi się na szczyt, skąd możnaby podziwiać panoramę. Dochodzi się tylko do ostatniego piętra, gdzie znajdują się maluteńkie okienka, niczym otwory strzelnicze.

    Tyle z odpłatnych atrakcji. Nieodpłatnie oczywiście można zwiedzać sam Monastyr Rylski. Monastyr został założony w XIV na miejscu pustelni Iwana z Riły istniejącej od X w. Współczesna postać monastyru pochodzi z XIX w., kiedy to dzięki ofiarom społeczeństwa bułgarskiego i przy zgodzie władz tureckich wybudowano ogromny kompleks klasztorny, harmonijnie wkomponowany w naturalne otoczenie. Mury grubości 2 m i wysokości 24 m nadają mu wygląd warownej twierdzy i obramowują budynki o łącznej kubaturze 32 000 m³. Wnętrze zbudowane jest w stylu bułgarskiego odrodzenia. Wewnętrzny dziedziniec otaczają trójkondygnacyjne budynki z łukami pomalowanymi na czarno i biało oraz drewnianymi krużgankami, mieszczące cele mnichów.

    Dla chętnych Monastyr oferuje noclegi w klasztornych celach, ale w pobliżu znajduje się kilka hotelików, które są tanie i oferują wspaniałą kuchnię. Ja zatrzymałem się w Hotel Neven, który kosztował mnnie 94 PLN a jedzenie było wyśmienite – ale o tym będzie oddzielny wpis.

    Po obejrzeniu wszystkiego co się dało ruszylismy ku miastu Sandanski.
    Centrum to główny deptak obstawiony niezłymi i tanimi restauracjami i kafejkami. Można się tu zatrzymać, rekomenduję usiąść wewnątrz pod klimatyzacją, aby napić się czegoś chłodnego przed zwiedzaniem parku. Deptak kończy się wejściem do niego. Park został prawdopodobnie całkiem niedawno odrestaurowany – warto chociaż na chwilę wejść do niego i zrobić sobie zdjęcie przy monumentalnych kilkusetletnich platanach. Przy okazji dla zdrowia można napić się źródlanej chłodnej wody, co w upale jaki panuje w tym mieście jest bez wątpienia dobrym pomysłem.
    Samo miasto dumne jest z tego, że w tych okolicach urodził się i dorastał dzielny i waleczny Trak: Spartakus — przywódca największego powstania niewolników w czasach Rzymskiego Imperium.
    Przy wjeździe do miasta stoi na wzgórzu monumentalny pomnik wojownika. Aczkolwiek szczerze mówiąc trzy razy minąłem go zanim go zauważyłem. Najłatwiej trafić do niego kierując się do Kauflanda, zbudowanego naprzeciw monumentu. Można zostawić tam auto i wspiąć się po schodach aby zrobić pamiątkowe zdjęcie z walecznym Trakiem.

    Ponieważ wciąż mieliśmy trochę czasu postanowiliśmy zajechać jeszcze do monstyru Rożeńskiego w pobliżu Melnika. Jest to jeden z najstarszych tego typu monastyrów w regionie.
    Droga była w remoncie i wzbudzała nie tylko nasze wątpliwości, ale także rodzimych Bułgarów.

    Zaletą kiepskiej nawierzchni był spokój i brak turystów.

    Po obejrzeniu zabytku, zawróciliśmy w kierunku stolicy Wina: Melnikowi nazywanym zarówno Melnik jak i Mielnik.
    Dojeżdzając do miasta witają nas niesamowite formy skalne.

    I w końcu dojeżdzamy do stolicy wina. Sama miejscowośc nie jest duża. W centrum znajdziemy na przemian sklepy z Winami i Restauracje. W niektórych sklepach można spróbować win, korzystając z degustacji. Ja osobiści polecam wybrać się w górę miejscowości do muzeum wina. Jest ono skromne i opowiada historię wyrobu wina, jednak w koszt biletu wliczona jest degustacja wybornego wina, które następnie można nabyć. Przy czym właściciele muzem, nie szczędzą wina podczas degustacji. oczywiście do wina dostępne są grzanki z pastą bakłażanową… przepyszne.

    Na dole dochodzimy do piwniczki, niestety zamkniętej, ale przez kraty bez problemu dostrzegamy, tradycyjny sposób przechowywania butelek w skałach.

    Sam zakup wina jest bardzo widowiskowy, najpierw wino jest wlewane do butelki ( nic specjalnego). Następnie turysta może własnoręcznie zakorkować butelkę używając do tego celu oryginalnego przyrządu złużącego wepchnięciu korka do butelki. Na końcu butelka jest lakowana za pomocą wosku. Włąsciciele oferują też możliwośc zakupu ręcznie robionych suszonych wędlin. Nie są może one najtańsze, ale cena zdecydowanie odpowiada ich jakości. podobnie zresztą jak wina.

    Chcieliśmy jeszcze zobaczyć Dom Kordupulowej, ale okazał się być już zamknięty.

    Tak dobiegł końca nasz trzeci dzień, który zakończyliśmy jedząc bułgarskie potrawy i pijąc Melnika 55 – wino, które choć raz trzeba spróbować.
    To był męczący dzień i w pełni solidarowałem się z lokalnymi kotami.

  • Leave a Reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *