Bułgaria – Unesco – dzień szósty

Dzień szósty to przede wszystkim Kazanłyk, dolina róż i wszystko.
Skoro Kazałyk to trzeba zwiedzić muzeum olejku różanego. Obecnie znajdujące się w centrum miasta w nowym budynku. Budynek stoi w parku różanym, który nie jest za duży, jednak w sezonie przepięknie kwitnie i pachnie. Można w nim obejrzeć sposoby wytwarzania cennego olejku różanego przed laty oraz dowiedzieć się więcej o sposobie celebrowania zakończenia sezonu zbierania płatków róż.

Nadmienię również, że w sklepiku w muzeum dostaniemy produkty wytworzone z olejku różanego w najlepszej cenie. To tu można najtaniej kupić mydełka, kremy czy likier różany 🙂
Drugim obowiązkowym punktem odwiedzin w Kazanłyku jest odkryty tu i wpisane na listę Unesco grobowiec tracki. Turyści mogą za niewielką opłatą odwiedzić muzeum przedstawiające historię jego odkrycia oraz dokładną kopię – oryginał pozostaje zamknięty dla turystów ze względu na jego unikalność. Sama wizyta nie trwa długo… ale robi wrażenie.

Po wyjściu można posilić się owocami morwy rosnącej licznie w parku.

Za radą recepcjonistki naszego hotelu postanowiliśmy odszukać kompleks damascena. Po wpisaniu koordynat do GPS’a nie było problemem odnalezienie włąciewego miejsca. Jedyne czego nie przewidzieliśmy to to, że będziemy jechać polną drogą.

Na końcu drogi zatrzymał nas zapach lawendy. Po wyjściu z auta szybko namierzyliśmy miejsce pochodzenia. Ścięta lawenda suszyła się w wielkich stosach w pobliżu polnej dróżki.

Wjechaliśmy do miejscowości. Tu mała dygresja na temat dróg w Bułgarii. Chodzi po nich sporo zwierząt i trzeba mieć świadomość, że środek miasta nie wyklucza, że z naprzeciwka na czołowe będzie nam galopował źrebak. Konie i wozy konne są wciąż bardzo popularne w tym Bułgarii.

Kompleksu szukaliśmy z godzinę. Niestety nikt niw wiedział gdzie jest. Chociaż nie inaczej, Bułgar nigdy nie przyzna się, że czegoś nie wie. Wszyscy wiedzieli gdzie jest, problem polegał na tym, że jazdy wskazywał inną lokalizację. Już mieliśmy się poddać, kiedy przy drodze dostrzegliśmy drogowskaz na damascene… Dojechaliśmy.
Kompleks był nowy i jeszcze wykańczany, jednak robi spore wrażenie. Wszędzie rosną bardzo zadbane róże, po środku znajduje się jeziorko do którego po skałach sączy się woda.

A kierując się ku restauracji przechodzimy przez muzeum wytwarzania olejku różanego. Tu nadmienię, że restauracja jest bardzo dobra a ceny niewysokie.

Ponieważ mieliśmy problemy z dojechaniem, zapytaliśmy się kelnera, którędy kierować się do klasztoru Baczkowskiego. Byliśmy zaskoczeni jego pomocą. Poza niskim rachunkiem przyniósł nam wydrukowane z gogle maps mapy dojazdowe i przez najbliżej 15 minut tłumaczył nam sposób dojazdu, wskazując nam, które drogi mamy ominąć aby uniknąć dziur, czy polnych ścieżek.

W temperaturze 40 stopni wspięliśmy się do bram klasztoru Baczkowskiego. Na szczęście jak w każdym i tu mogliśmy liczyć na cudowną zimną wodę. Cudowną podobno dlatego, że leczy nie dlatego, że zimna.
Jest to jeden z ładniejszych moim zdaniem klasztorów w Bułgarii.

Do tego schodząc poniżej można zjeść w stoisku po lewej stronie przepyszne kiufty i kebapcze za małe pieniądze. Jednocześnie wielbiciele Bułgarskich garnków mogą dostać je tutaj w najbardziej okazyjnych cenach.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *